poniedziałek, maja 23

Rozdział 2


Anna Tyszko opadała ciężko na fotel, położyła nogi na stoliku od kawy i zamknęła oczy. Otuliła swoje ciało miękkim i trochę za dużym szlafrokiem.  Starała w ciszy uspokoić się i zapomnieć o dzisiejszej sytuacji.
Na dworze robiło się coraz ciemniej, księżyc w pełni ukazał się na niebie i swoją poświata oświetlał pokój, w którym znajdowała się dziewczyna.
Nagle usłyszała szczęk kluczy i otwierający się zamek w jej drzwiach. Spojrzała w tamtą stronę, jednak nie mogła ujrzeć niczego ze względu na panującą w tamtym miejscu ciemność. Ktoś wszedł i zapalił światło. Ania nie spodziewała się dzisiaj gościa, ale uśmiechnęła się w duchu, ze przybył jej na ratunek.
-Cześć kochana- powiedział radośnie Wojtek wchodząc do kuchni i kładąc na blacie zakupy.
-Cześć – odpowiedziała cicho Ania, nie wstając ze swojego miejsca.
-Słyszałem, że miałaś dzisiaj zły dzień. Dzwoniła Kaśka i opowiedziała mi o wszystkim.
Mężczyzna wypakował zakupy i usiadł na kanapie, podając dziewczynie waniliowy serek i łyżeczkę.
-Twój ulubiony. Trzymaj.
Ania skinęła tylko głową i wzięła od przyjaciela produkt. Nie było dla niej dziwne, że Wojtek przyszedł tutaj nieproszony i otworzył sobie sam drzwi. Dała mu klucze, ponieważ mu ufała i wiedziała, że w razie potrzeby zrobi jej zakupy lub najzwyczajniej w świecie pocieszy. Młoda dziennikarka bardzo lubiła niezapowiadane wizyty przyjaciela, ponieważ czuła, że zawsze może na niego liczyć.
-Wiem, że pewnie nie chcesz rozmawiać . Pozwól, że chociaż stwierdzę jeden fakt. Anno Tyszko, jesteś mega ambitną dziennikarką, piszesz najlepsze artykuły i prowadzisz najciekawsze wywiady jakie w życiu czytałem. Nie pozwól, alby jakiś ‘Pan Dupek’ zepsuł twój największy dar.
Na twarzy dziewczyny pojawił się nieśmiały uśmiech.
-Masz racje Wojtuś! Tylko dlaczego to wszystko jest takie niesprawiedliwe? ‘Pan Dupek’ dostanie za swoje. Zniszczę go! - prawie wykrzyknęła Ania podnosząc się ze swojego miejsca. Podeszła do szafki przy telewizorze i wyjęła z niej wino i dwa kieliszki.
- To mi się podoba – zaśmiał się Wojtek nalewając trunek do szkła. Spojrzał na Anię siedzącą na kanapie i śmiejącą się do siebie.  Podał jej jeden kieliszek i sam usiadł naprzeciwko niej.
-Wypijmy za ‘Pana Dupka’, który pożałuje, że ze mną pracuję.
-Zdrowie.
I tak przyjaciele spędzili razem śmiejąc się i rozmawiając parę następnych godzin. W nocy dobrze po północy Wojtek zostawił śpiącą Anię w swoim łóżku, a sam wrócił do swojego mieszkania. Miał cichą nadzieję, że chociaż trochę pomógł swojej przyjaciółce w potrzebie.
*
Borys Walczak obudził się po dobrze przespanej nocy w swoim podwarszawskim mieszkaniu z głową pełną pomysłów. Wiedział, że to jego pierwszy dzień pracy na tak ważnym stanowisku i musi dać z siebie jak najwięcej. Wcześniej pracował dla pism takich jak  ‘National Geographic’, ‘Focus’ czy ‘Angora’. Adama Borowskiego, byłego redaktora naczelnego prasy dla kobiet, poznał na jednym ze szkoleń dla dziennikarzy. Okazało się, że prócz pracy łączy ich miłość do podróży i szybkich samochodów. Kiedy przyjaciel oświadczył, że odchodzi na emeryturę nie spodziewał się, że może wkrótce go zastąpić. Tak jednak się stało i teraz Borys został redaktorem naczelnym kobiecego pisma ‘Eden’.
Mężczyzna podszedł do lustra w swojej łazience i spojrzał na jeszcze zaspaną twarz. Odszukał w swojej głowie pewne wspomnienie ze wczorajszego dnia. Kiedy pokonał progi redakcji był lekko zdenerwowany, bał się reakcji pracowników i samego siebie. Jednak kiedy wszedł do sali konferencyjnej i  ujrzał zaspaną i nieśmiałą, kobietę, cały strach jakby spłynął z niego. Dziewczyna wydawała się oszołomiona widokiem nowego pracownika. Kiedy przedstawiła się obdarowała Borysa najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widział. To co wtedy działo się z jego ciałem, jakby dreszcze przechodzące od stóp do głowy. Ciepły wzrok, który owinął jego ciało niczym ręka. Jej zgrabne ciało i sposób poruszania się, zauroczył go. Jednak kiedy powiedział jej o swoich pracownikach coś pękło miedzy nimi. Uśmiech zniknął z twarzy kobiety, a zastąpiło go cos w rodzaju złości i niedowarzania.
-Brawo Walczak. Masz już jednego wroga więcej w swojej nowej pracy. –mruknął sam do siebie nalewając sobie kawę i siadając przy dużym stole znajdującym się w jadalni.
Borys mieszkał w dużym prywatnym domu. Duże mieszkanie zawierało w sobie pokój dzienny, jadalnie, przestronną kuchnię, trzy sypialnie i dwie łazienki. Wystrój wnętrza był nowoczesny i idealnie pasował do samotnego mężczyzny na wysokim stanowisku.
Zegar w kuchni wskazywał na 5;30. Walczak wyczuł, że musi już wychodzić. Założył marynarkę od garnituru, spakował laptopa i spojrzał na zdjęcie małego chłopca uśmiechającego się do fotografa. Na twarzy Borysa również zagościł ciepły i przyjazny uśmiech.
Do biura dotarł godzinę później. Na wysokim budynku, znajdującym się w centrum Warszawy, gościł napis ‘Eden’. Borys poprawił krawat i pewnym krokiem wszedł do redakcji. Skierował się w stronę windy, przed którą już ktoś czekał. Zobaczył wysoką blondynkę w czarnej ołówkowej spódnicy i białej obcisłej koszuli. Od razu wiedział kto to jest  z jeszcze bardziej przyspieszył kroku.
-Dzień dobry Aniu-powiedział kiedy zbliżył się do kobiety. Ta odwróciła się do niego i z jej twarzy zniknął lekki uśmiech, a pojawił się groźny wyraz, potwierdzający wcześniejsze teorie mężczyzny.
-Dzień dobry panie Walczak. Przykro mi, ale nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na „ty”.- powiedziała otwarcie kobieta odwracając się na pięcie i kierując się w stronę schodów.
Borys nie spodziewał się takiego zachowania ze strony kobiety, ale od razu zaczął za nią iść.
-Przepraszam Aniu... to znaczy pani Aniu. Nie wiedziałem, że mogłem tym panią urazić. Wydaje mi się...
-To niech się panu nie wydaje –przerwała mu Ania stając i odwracając się w jego stronę – Chyba pana winda już przybyła – wskazała na otwierające się drzwi maszyny i zaraz zniknęła za filarem prowadzącym do schodów.
Zrezygnowany Borys wszedł do windy i pojechał na piętro, na którym znajdowała się redakcja. Zastanawiał się dlaczego ta kobieta jest tak wrogo do niego nastawiona. Może popełnił jakiś błąd, a może przeszkadzało jej jego towarzystwo?
*
-Przynieś mi to do biura. Proszę – Borys zwrócił się do Kasi siedzącej przy swoim stoliku i popijającą gorącą herbatę. Kobieta kiwnęła głową na znak zgody i odczekała, aż mężczyzna zniknął za drzwiami swojego pokoju.
-Niezłe z niego ciacho – skomentowała Kasia do siedzącej niedaleko Anki. Ta przez czas kiedy w ich pokoju znajdował się szef udawała nieobecną i nie zwracała na niego uwagi.
-Nie mój typ-odpowiedziała stukając w klawiaturę i patrząc na ekran monitora – Nie lubię ordynarnych i wywyższających się mężczyzn, do tego jeszcze cwanych.
-Nie chcę nic mówiąc, ale za takiego właśnie wyszłaś. No ale...-skomentowała Kasia, po czym zniknęła w biurze szefa, zanosząc mu uproszone wcześniej papiery.
Ania siedziała jak wryta powtarzając słowa przyjaciółki w głowie i wymyślając odpowiednią ripostę. Miała rację. Jej były mąż był okropnym mężczyzną. Cieszyła się jednak faktem, że ma to za sobą, uwolniła się z jego szponów.
-No ale teraz jestem wolna. I żaden mężczyzna mi tego nie zabierze.-stwierdziła, kiedy Kasia wróciła na swoje miejsce.
*
Dzień w redakcji minął wszystkim pracownikom bardzo przyjemnie. Nowy redaktor okazał się dla wszystkich niesamowicie przyjaznym i zabawnym mężczyzną. Dla prawie wszystkich... Anna Tyszko nie była zadowolona ze zmian wprowadzonych przez swojego byłego szefa i nie chciała polubić Borysa. Ten jednak nie starał się tego zmienić. Postanowił, że nie da się zdominować i zwyczajnie omijał Anię przez cały dzień.
Zmieniło się to jednak kiedy nad Warszawą zawisły czarne chmury, przynoszące deszcz. Ania skończyła swoją prace jako jedna z ostatnich. Lubiła mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Wyszła przed budynek redakcji i czekała na taxi. Lekko zniecierpliwiona poczuła na skórze zimny podmuch wiatru. Pierwsze krople spadły z nieba uderzając o nos kobiety.
Nagle zza zakrętu wyjechało czarne sportowe auto. Zatrzymało się tuż przed Anią. Przyciemniona szyba otworzyła się, a z niej wystawała głowa Borysa.
-Wsiadaj!- krzyknął do zdziwionej Ani. Ruch uliczny nie pozwolił mu na wypowiedzenie tego słowa normalnym tonem.
-Nie, dziękuję!-  odmówiła kobieta i rozejrzała się za innym transportem.
-Przecież jest zimno i zaraz spadnie deszcz. Podwiozę cię do domu!- nalegał. Wiatr rozwiał jego włosy i wyglądał jeszcze bardziej seksownie. Młodej redaktorce, aż ciężko było odwrócić wzrok.
 Ania stała w miejscu jeszcze chwilę rozważając inne możliwości. W końcu zmuszona przez deszcz wsiadła do auta Walczaka z zagniewaną miną.
-Wiedziałem, że w końcu się skusisz.-powiedział Borys. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Był przy tym taki naturalny. Ania poczuła dziwny skurcz w brzuchu, którego wcześniej nie miała okazji poznać.
-Grunwaldzka 16. –zakomunikowała krótko dziewczyna i odwróciła wzrok od kierowcy. Poczuła na twarzy głębokie rumieńce i jak najbardziej była na siebie zła.
Nagle kobieta spostrzegła, że jechali w odwrotnym kierunku niż jej mieszkanie. Odwróciła się do Borysa i krzyknęła:
-Gdzie my jedziemy?
-Spokojnie Aniu, to znaczy pani Anno. Zapraszam panią na pyszną kawę-odpowiedział całkiem spokojnie mężczyzna, nie odwracając wzroku od drogi.
-Proszę, wysadź mnie tutaj. Teraz!- krzyczała zdenerwowana dziewczyna.
Borys posłusznie zjechał na pobocze i zatrzymał się. Kiedy kobieta już miała wysiadać, on zamknął zamki w drzwiach i odpiął swoje pasy. Ania spojrzała na niego zdezorientowana i czekała na wyjaśnienia.
-Chciałem po prostu wiedzieć, dlaczego jesteś do mnie tak negatywnie nastawiona. Nawet mnie nie znasz.-powiedział patrząc się na Anię. Jego twarz wyrażała smutek i zażenowanie.
-Nie zgadzam się, abyś zabierał mnie gdziekolwiek bez mojej zgody.- odpowiedziała powoli i dobitnie.
-Przepraszam. Obiecuję, że teraz zawiozę cię do twojego domu. Grunwaldzka 16?
-Tak-odpowiedziała cicho Ania i ponownie odwróciła głowę w stronę bocznej szyby.
Przez całą drogę nie zamienili ze sobą ani słowa, jednak Borys co chwilę spoglądał ukradkiem na Anię, pragnąc zobaczyć jej twarz. Kiedy dojechali na miejsce Borys wysiadł pierwszy otwierając kobiecie drzwi i ustępując miejsca.
-To mogę liczyć na jakieś spotkanie w najbliższej przyszłości?- zapytał kiedy Ania miała już odchodzić.
-Jutro.-stwierdziła krótko dziewczyna.
-Ale jutro jest sobota.
-Przyjedź po mnie o 16. Zabiorę cię w ciekawe miejsce.-powiedziała i skierowała się ku drzwiom kamienicy.
Borys stał przed budynkiem jeszcze parę minut spoglądając w przejaśniające się niebo i nie wiedział co ma o tym myśleć. Wsiadł do auta pełnego jeszcze zapachem Ani i wciągnął mocno powietrze, delektując się i wspominając jej głos. Wiedział, że ta kobieta nie jest zwykłą dziennikarką...

niedziela, maja 22

Wstęp + Rozdział I



What a drag it is
The shape i'm in
Well I go out somewhere
Then I come home again

I light a cigarette
'Cause I can't get no sleep
Theres nothing on the TV nothing on the radio
That means that much to me
W rytm piosenki grupy Razorlight wysoka blondynka tańczyła, przygotowując swój ulubiony posiłek. Układała swoje wargi tak, że wydawałoby się, iż śpiewa, jednak żaden dźwięk nie wydostał się z jej ust. Była ubrana w obcisłe dżinsowe spodnie i biały t-shirt z dużym kolorowym nadrukiem. Podskakiwała, brała do ręki łyżkę i udawała, ze to jej mikrofon, a ona jest na koncercie przed wieloma fanami.
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Zdziwiona niezapowiadanym gościem podeszła do odtwarzacza CD i ściszyła muzykę, po czym wolnym i ostrożnym krokiem ruszyła ku drzwiom.
‘To na pewno sąsiedzi! Znów przeszkadza im, że za głośno słucham muzyki, gotuję, oddycham...’ pomyślała zrezygnowana kobieta, kiedy spojrzała przez wizjer umieszczony w grubych i drewnianych drzwiach. Prawie krzyknęła z przerażenia, kiedy jej oczom ukazał się widok osoby, której nie spodziewała się od wielu lat.  Serce zaczęło wykonywać szybszą pracę, oddech stał się chaotyczny i nierówny.
Przekręciła zamek w drzwiach i otworzyła je szeroko. Sama nie wiedziała, dlaczego w ogóle to zrobiła. Może z powodu ciekawości...
-Witaj Anno.- powitał ją wysoki blondyn z szeroką szczęką i mocnymi rysami twarzy. Ubrany był w długi płaszcz koloru pustynnego piasku I w ciemne dżinsy.
Anna była tak zdezorientowana sytuacją, w której się teraz znajdowała, że nie mogła ruszyć się z miejsca, a tym bardziej coś powiedzieć.
-Nie wierzę, że to ty. Cały, zdrowy, bez kochanki uwieszonej na twoim boku. To niesamowite Dawidzie, że mnie odnalazłeś.-powiedziała lekko drżącym i ironicznym głosem kobieta.
Dawid Soliński -ceniony wrocławski adwokat. Był mężem Anny Tyszko, do czasu kiedy ta nie znalazła go w łóżku ze swoją przyjaciółką, Zosią.  Mężczyzna bardzo się bronił i błagał Annę o przebaczenie, jednak ona chciała o nim zapomnieć. Wyjechała z miasta prosząc rodzinę i przyjaciół, aby nie podawali jej aktualnego miejsca zamieszkania. Po dwóch latach od incydentu udało jej się rozwieść z Dawidem i zaczęła nowe życie w nowym miejscu jako dziennikarka w słynnym piśmie dla kobiet w Warszawie.
-Nie wpuścisz mnie? Przyszedłem do ciebie w pewnej sprawie.
-Proszę- powiedziała niechętnie Anna i wpuściła mężczyznę. Gestem wskazała, aby usiadł na kanapie a sama skierowała się do kuchni.
Mężczyzna rozejrzał się po niewielkim mieszkaniu kobiety. Nieduży, ale przytulny pokój dzienny był połączeniem kąta z telewizorem, biblioteczki, jadalni i kuchni. W mieszkaniu znajdował się jeszcze jeden pokój, sypialnia oraz łazienka. Anna bardzo lubiła to mieszkanie. Ponieważ, kiedy odeszła od męża musiała zacząć swoje życie od początku z czystym kontem bankowym.
Dawid wciągnął przez nozdrza powietrze, zmarszczył brwi, po czym zamknął oczy i powiedział:
-  Spaghetti. Moje ulubione. Żaden wrocławski kucharz nie potrafi robić takich dań jak ty. Żaden!
- Słyszałam, że przyszedłeś tutaj w konkretnej sprawie. Słucham. – Anna podała Dawidowi szklankę wody i usiadła naprzeciwko niego, na fotelu, przyglądając mu się badawczo.
-Ach, tak. Zapomniałbym. Potrzebuję drobnej pożyczki. To oczywiście pieniądze, które na pewno oddałbym ci z nadwyżką –Mówiąc to, Dawid zachowywał niezwykły spokój, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć . Anna doskonale znała tą minę. Zawsze kiedy załatwiał interesy bądź musiał przekazać jej coś bardzo ważnego. Niestety zawsze w obu sprawach chodziło o pieniądze.
-Potrzebuję twojej pomocy – kontynuował – nie wiem czy wiesz, ale ciężko było cie odnaleźć.
-Wątpię jednak w to, że w ogóle próbowałeś – przerwała mu dziewczyna, jednak zaraz zrehabilitowała się, kiedy ujrzała lekko rozłoszczoną minę męża. – Przepraszam, kontynuuj.
- Zadłużyłem się. Zresztą, nieważne co się stało. Pomożesz mi?
-Nie- odpowiedziała bez namysłu Anna wstając z fotela i kierując się ku drzwiom. Otworzyła je i nie patrząc na Dawida, czekała, aż wyjdzie.
-Przypominam ci Anno, że dałem ci rozwód. Wiem, ze nie potrzebowałaś go i to był twój błąd, ale przystanąłem na to. Kochałaś mnie, a może i kochasz nadal.
-Odzywasz się po 4 latach i prosisz, a właściwie żądasz ode mnie pomocy. To chore! – krzyknęła kobieta. Była już lekko zdenerwowana tą całą sytuacją i chciała jak najszybciej pozbyć się nieproszonego gościa.
Mężczyzna wstał z miejsca i szybkim krokiem podszedł do Anny. Stanął bardzo blisko dziewczyny. Anna poczuła, że wystarczyłby jeszcze jeden mały kroczek, a już stykali by się ustami. Potrzasnęła jednak głową rozwiewając dziwne wizje dotyczące pocałunku z byłym mężem.
- Ile? – zapytała rozdrażniona
- 50 tysięcy – odpowiedział cicho Dawid, poczym dodał – ale zapewniam cię, że nawet nie poczułabyś braku tych pieniędzy.
-Wyjdź- powiedziała stanowczo  Anna lekko oszołomiona tym co przed chwila usłyszała.
Dawid wyjął z kieszeni małą karteczkę i wręczył ją Annie.
- Przemyśl to. Proszę. – i odszedł zostawiając zdezorientowaną kobietę w drzwiach z milionem pytań w głowie.

*

-Co za dupek!- krzyknęła Kaśka, kiedy to Anka opowiedziała jej i Wojtkowi o historii z jej byłym mężem. 
Katarzyna Broszczyk, psycholog, która w redakcji zajmowała się działem porad, to najlepsza przyjaciółka Ani jeszcze z lat studenckich. Po ślubie Ani kontakt się urwał, jednak kiedy kobieta wróciła po 2 latach nieobecności do Warszawy, odnowiła znajomość i zaczęła pracować w tej samej redakcji co Kasia.
Wojciech Kowalski, nauczyciel wychowania fizycznego w warszawskim liceum to najlepszy przyjaciel Kasi i Ani. Pomimo, iż  poznali się 3 lata temu na przypadkowej imprezie, do dziś spotykają się na długie rozmowy, popijając czerwone wino i podjadając różne smakołykami.
- No spokojnie Kasiu. Niech Ania dokończy. – Wojtek starał uspokoić się koleżankę, jednak na darmo. Ta obruszyła się i wstała szybko z miejsca.
-Wojtek ogłuchłeś? Facet nie odzywał się do niej przez 10 lat. A teraz wraca i żąda od Anki milion złotych! Rozumiesz!?
Kaśka nie była dobra w opanowywaniu swoich emocji. Szybko denerwowała się i nawet najmniejsza rzecz powodowała, ze krzyczała i robiła awantury.
-Tak właściwie to nie jesteśmy razem od 4 lat. A Dawid chcę ode mnie pożyczyć 50 tysięcy.- próbowała sprostować Ania spokojnym głosem.
-Nie wierzę, że mówisz to tak spokojnie. Jak bym go dorwała w swoje ręce...
-Na całe szczęście nie dorwiesz go w swoje ręce – przerwał jej Wojtek- Ani ty, ani nikt. Słuchajcie dziewczyny ja już się zbieram do domu. Jutro rano mam trening z dziewczynami. One dają mi niezły wycisk. Muszę się wyspać.- powiedział mężczyzna i wstał z miejsca.
-Tak, Wojtuś ma rację. Tez muszę iść. Jutro w redakcji będzie niezły zapieprz. Czuję to – powiedziała Ania i wskazała palcem na swój nos, po czym uśmiechnęła się i również podniosła ze swojego miejsca.
„Winowe spotkanie”, czyli rytualne rozmowy przy winie trójki przyjaciół najczęściej odbywały się w domu Kaśki. Mieszkała ona pod Warszawą i miała największy dom. Ona i jej mąż Rafał, odziedziczyli mieszkanie po rodzicach dziewczyny, a ze względu na ogromny sentyment, Kasia postanowiła tutaj zostać.
Ania i Wojtek po parogodzinnym siedzeniu u przyjaciółki i obgadaniu całego minionego tygodnia, wrócili do swoich mieszkań w centrum Warszawy. Wojtek do dużego mieszkania w bloku, a Ania do swojego małego w kamienicy.
Kiedy zasypiała, była daleko myślami przy swoim mężu. Wspominała ich pierwsze spotkanie, ich pocałunki, upojne noce. Wspominała to co dobre, jednak nie mogła zapomnieć, że w ich małżeństwie zdarzały się również takie sytuację, których już nigdy nie chce przywoływać, nawet w myślach.
Anna Tyszko , kładąc się spać, nie wiedziała co jutro ją spotka. Nie wiedziała, że może to być coś co na zawsze odmieni jej dotychczasowe życie.



Przez okna warszawskiego mieszkania delikatnie wdzierały się promienie słoneczne dając właścicielce znak, że musi wstawać do pracy. Kobieta powoli wracała do rzeczywistości po przepłakanej nocy. Alkohol wypity poprzedniego wieczory nie pomógł jej zapomnieć o dziwnej sprawie ze swoim byłym mężem, Dawidem.
Anna usiadła na swoim tarasie. Niesamowity widok rozciągający się na okolice Warszawy i wschodzące słońce, koiły chaotyczne myśli kobiety. Z czerwonego kubka położonego na niewielkim drewnianym stoliku buchał gorący dym. Kawowy zapach rozniósł się po całym mieszkaniu.
Nagle z sypialni dobiegł dźwięk dzwoniącego telefonu. Zamyślona Ania ocknęła się spiesząc odebrać.
-Słucham? - zapytała zdezorientowana .
-Gdzie jesteś? Czekam na ciebie pod biurem. A Ciebie nie ma.-odpowiedział zdyszany głos Kaski z słuchawki.
-Przepraszam! - krzyknęła Ania patrząc na zegarek położony przy łóżku. -  Wchodź już na górę. Ja się chwilkę spóźnię.
-Tylko nie mów, że jesteś jeszcze w piżamie.
-Tak jakby – powiedziała nieśmiało.
-Czekam w biurze. Masz za chwilę być.- i rozłączyła się.
Ania od razu zaczęła pospiesznie się ubierać. Postanowiła założyć czarną tunikę w duże szare kwiaty, do tego szare rajstopy i czarne, podkreślające jej figurę szpilki. Szybko przelała kawę do małego termosu i wybiegła z mieszkania. Po drodze zdarzyła jeszcze wykonać parę telefonów dotyczących jej dzisiejszej pracy i zamówić taksówkę. 
Po kilkunastu minutach znalazła się w windzie, która kierowała się na piętro jej redakcji. Lekko poirytowana spóźnieniem ciągle zerkała na zegarek. Cicha muzyczka w tle nie pomagała jej uspokoić nerwów. Wiedziała, że czeka ją dużo pracy.
-Jesteś już-powiedziała Magda, zajmująca biurko koło Ani.
-Szef zwołał naradę w konferencyjnej za pół godziny- powiadomiła ją Kasia.
Katarzyna była niskiego wzrostu brunetką o niebieskich oczach i bardzo przeciętnej urodzie.
-Czy szef wie, że ja mam mnóstwo pracy? - oburzyła się Ania, wstając z miejsca i kierując się do konferencyjnej.
Zawsze lubiła wcześniej przed spotkaniem wejść do tego pomieszczenia i chwilę pomyśleć. Bardzo ceniła sobie wystrój tego pokoju i ogromny drewniany stół wokół którego zawsze zbierała się spora grupa ludzi. Wielkie okna z widokiem na Wisłę powodowały, że w pomieszczeniu panowała jasność, która pomagała w myśleniu. Ania wyciągnęła z torby swój notatnik. Zawsze miała go ze sobą, jak na prawdziwą dziennikarkę przystało.
Nagle usłyszała ciche pukanie dochodzące zza drzwi. Spojrzała w ich stronę i ujrzała wychylającą się postać mężczyzny. Na początku pomyślała, że to szef, jednak kiedy owa osoba stanęła w strugach światła ujrzała wysokiego dobrze zbudowanego mężczyznę. Miał ciemne włosy i ciemne oczy, które były teraz wpatrzone w oniemiałą Anię.
-Kim pan jest? - zapytała. Otrząsnęła się trochę po krótkim szoku, jakiego doznała zobaczywszy mężczyznę.
-Szukałem sali konferencyjnej. Powiedzieli mi, że ma tu się odbyć spotkanie.- odpowiedział grubym i hipnotyzującym głosem. Zrobił kilka kroków w przód i zmarszczył lekko czoło zastanawiając się bardzo głęboko. Po chwili spojrzał w swoje ręce, w których trzymał jakiś papier.
-Pani Anita Tyszko. –wyczytał z kartki.
-Ania-poprawiła go i wstała podając dłoń.
-Borys Walczak. - przedstawił się z uśmiechem na twarzy, który od razu odwzajemniła dziewczyna.
-Ania Tyszko. Miło mi.
-Mi również. Dobrze poznać swoich pracowników. –odpowiedział Borys i usiadł przy stole ciągle nie odrywając wzroku z jeszcze trochę oszołomionej kobiety.
Z Ani ust zszedł jednak szybko uśmiech kiedy usłyszała słowa wypowiedziane przez nowopoznanego mężczyznę.
-Zaraz, zaraz. Jak to pracowników? - zapytała zdziwiona.
-Przepraszam za mój nietakt. Nie przedstawiłem się dokładnie.- ponownie wstał i stanął tuż przed Anną, którą dopiero teraz owinął niesamowity zapach perfum. Poczuła, ze zaraz osunie się na ziemię wdychając tak rozkoszny zapach, jednak otrząsnęła się kiedy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Do sali wszedł szef redakcji Adam Borowski, który podszedł do niej i uśmiechnął się szczerze.
-Widzę Aniu, że poznałaś już nowego redaktora naczelnego pisma ‘Eden’, Borysa- powiedział Adam i zajął swoje miejsce na końcu sali.
Borys również uśmiechnął się pokazując rząd śnieżnobiałych i równych zębów.
-Borys zapraszam cię koło mnie. Musisz się przyzwyczaić. –zawołał szef. Borys wykonał prośbę Adama i zaraz znalazł się przy miejscu dla redaktora naczelnego.
Ania stała jeszcze chwilę nie mogąc się ruszyć. Nie mogła uwierzyć, że Borowski dał tą posadę komuś innemu niż jej. Od ponad dwóch tygodni szef powtarzał, że pragnie odjeść już na emeryturę i widzi na swoim stanowisku osobę odpowiedzialną i pracowitą, dobrze zorganizowaną. Taka właśnie była Ania, była pewna swego awansu. Spotkanie Borysa okazało się dla niej sporym rozczarowaniem.
Po chwili do sali zaczęli zbierać się inni pracownicy firmy. W szumie i tłoku nikt nie zauważył nowego pracownika i nikt nie spodziewał się takich zmian.  Wszyscy zajęli swoje miejsca i czekali na rozwinięcie się spotkania. Ania starała zająć się jak najbardziej oddalone miejsce, w którym będzie mogła cicho przeżyć swoją porażkę.
-Proszę o ciszę.- zaczął przemawiać Borowski, wstając ze swojego miejsca i krążąc wokół zgromadzonych – zanim przejdziemy do spraw dotyczących nowego numeru naszego pisma, pragnę przedstawić wam nowego redaktora naczelnego, Borysa Walczaka. Brawo!
Po sali rozległ się dźwięk oklasków. Na wszystkich twarzach pojawiło się zdziwienie a następnie uśmiech. Walczak wstał i ukłonił się.
-Tak to prawda, będę nowym redaktorem tego wspaniałego pisma. Mam nadzieję, że dobrze będzie się nam wspólnie pracowało- powiedział i ponownie usiadł na swoim miejscu.

Zaczynamy!

Cześć! Jest to mój pierwszy blog, na którym pragnę udostępnić moje pierwsze opowiadanie. "Los szczęścia" - tytuł miłosnej opowieści. Mam cichą nadzieję, że wielu z Was spodoba się mój pomysł.
Z góry przepraszam za błędy. Jestem tylko człowiekiem, omylnym jak każdy. :-)